W
hangarze statku kolonizacyjnego, tuż
przed Masuką prężył
się David Scorpio, jego
zastępca. Mężczyzna
mimo młodego wieku,
sprawował się
świetnie na stanowisku.
Potrafił sobie zjednać
załogę,
zachowując przy tym
dyscyplinę.
Masuko obdarzył go sympatią pięć lat temu, podczas organizowania kopalń w pasie asteroid. Młodzieniec, okazał się prawdziwą złotą rączką i kapitan musiał się mocno namęczyć, by skłonić go do siebie, a potem walcząc z administracją o zmianę przydziału. Od tego czasu pracowali razem. I za każdym razem David zaskakiwał go swoimi umiejętnościami i zaradnością.
Masuko obdarzył go sympatią pięć lat temu, podczas organizowania kopalń w pasie asteroid. Młodzieniec, okazał się prawdziwą złotą rączką i kapitan musiał się mocno namęczyć, by skłonić go do siebie, a potem walcząc z administracją o zmianę przydziału. Od tego czasu pracowali razem. I za każdym razem David zaskakiwał go swoimi umiejętnościami i zaradnością.
–
Spocznij Davidzie – rzekł
Masuko, wymieniając
oficjalny uścisk dłoni.
– Powiedz mi lepiej jak wyglądają
przygotowania.
Z
tyłu rozładowywano
prom, przybyli ludzie rozchodzili się
do swoich kajut.
–
Ostatnie zapasy zostały
załadowane. Dołączyły
trzy małe transportery, z
maszynami i zapasami. Administracja przydzieliła
również jeden duży
transporter zapakowany pięcioma
lekkimi myśliwcami. Ich
piloci będą
stacjonować na Żółwiu
– powiedział obserwując
reakcję kapitana.
–
Żartujesz? – zapytał
zaskoczony. – Przecież
to jedna trzecia naszej floty! Powiedzieli dlaczego dają
nam osłonę?
Szli
powolnym krokiem klucząc
korytarzami, mijając po
drodze śpieszących
się załogantów,
przygotowujących się do startu.
–
Wiedziałem, że
będziesz zaniepokojony.
Powiedzieli, że to z
nadmiernej ostrożności,
wolą dmuchać
na zimne.
–
To bujda Davidzie. Gdyby tak bardzo przejmowali się
tą misją,
nie przydzieliliby nam niedoświadczonego
astro nawigatora.
–
Sprawdziłem ją,
życiorys i osiągnięcia
jakich dokonała robią
wrażenie. Sam byś
o nią ubiegał,
pasuje do załogi –
rzekł David, po czym się
zamyślił
na dłuższą
chwilę. – Popytałem
znajomych, kopalnie dostały
znaczne wsparcie, mają
teraz wydobywać więcej
minerałów niż
faktycznie potrzebujemy. Centrum analiz twierdzi, że
Administracja pragnie jak najszybciej odbudować
naszą cywilizację,
dlatego zwiększa nacisk
na większe wydobycie i
poszerza zakres badań. –
Westchnął. –
Straciliśmy wiele podczas
ucieczki z naszego świata,
większość
danych przepadła i
cofnęliśmy
się o wiele stuleci w
rozwoju, jednak nie podobają
mi się ruchy jakie
dokonuje władza. Myślisz,
że Administratorzy dążą
do budowy floty wojennej?
Wraz
z przybyciem do nowego wszechświata, społeczeństwo uznało
jednomyślnie o zaniechaniu agresywnej ekspansji jaka miała miejsce
przed Wielką Ucieczką. Nie oznaczało to jednak, zaprzestania badań
o charakterze wojskowym, czy całkowite usunięcie wojska. Jednak
jego zadanie miało być głównie symboliczne, a ograniczona liczba
jednostek wystarczająca do tymczasowego odparcia wroga, na
wystarczająco długi czas potrzebny do stworzenia odpowiedniej
floty. Badań natomiast nie da się uszeregować według podziału
cywilne-wojskowe, zarówno jedne jak i drugie mogą służyć wojnie
i ludzkości.
Masuko
pogładził
się po krótkiej, siwej
brodzie zanim odpowiedział.
–
Zanim opuściłem
Utopię, byłem
na kolacji z szefem stoczni, który nadzorował
budowę Żółwia.
Poinformował
mnie, że
nie długo
stocznie będą
dwukrotnie szybciej produkować
kolonizatory. – Uśmiechnął
się
w duchu, nie chciał
wspominać,
że
kolacja była
tak naprawdę
randką,
a szefem jest oczywiście
kobieta. – Sądzę,
że
Administracja woli się
zabezpieczyć,
przygotować
do ewentualnej obrony. Przybyliśmy
tu, ratując
się
z zapadającego
się
wszechświata,
jesteśmy
uchodźcami.
Jednak z punktu widzenia obcych, ras zamieszkujących
ten wszechświat
jesteśmy
najeźdźcami.
A nie tylko my tutaj przybyliśmy.
Wyobraź
sobie naszą
reakcję
na pojawienie się
tysięcy
nowych, nieznanych nam nie tyle z wyglądu,
co motywacji kosmitów.
David
pokiwał
głową.
Dotarli do windy
prowadzącej na mostek i
zatrzymali się przed nią.
–
Powiedz mi lepiej, co ze śpiochami?
– zapytał Masuka.
–
Przeprowadziliśmy
ostatnie skanowanie systemów hibernacyjnych. Nie powinno być
żadnych kłopotów.
Wszyscy śpią,
jak małe dzieci.
Masuka
ucieszył się
słysząc
chociaż, jedną
dobrą wiadomość.
Misja polegała na
dotarciu do niezamieszkanej planety i skolonizowaniu jej. Potrzebował
do tego wielu ludzi, ale technicznie nie było
możliwe, by przewieźć
ich wszystkich, jak pasażerów
na wakacje. W tym celu posłużono
się starą
technologią, którą
odkryto na samym początku
eksploracji kosmosu, a porzuconą
po odkryciu napędu
nadprzestrzennego. Gdyby nie utrata danych na temat technologii
nadprzestrzennej i wielu innych, podróż
na drugi koniec galaktyki zajęłaby
im godziny. Tymczasem, dotarcie do pobliskiego układu
słonecznego oddalonego
zaledwie o kilkanaście lat świetlnych,
zajmie im niecały rok.
Wykorzystano
stare plany statków kolonizacyjnych, które dodatkowo
zmodernizowano, dzięki
czemu SK Żółw
jest w stanie transportować
dziesięć
tysięcy
pojemników hibernacyjnych.
Tylko załoga, licząca
raptem 127 osób, miała
być na nogach, dbając
o bezpieczeństwo podczas
długiego lotu. To
niewiele szczególnie na tak duży
statek, jakim był SK
Żółw.
Masuka
położył
rękę
na ramieniu kompana i uśmiechnął
się przyjacielsko.
–
Czas wziąć się
do pracy, nie płacą
nam za stanie, a podróż
przed nami długa.
–
Nam nie, ale śpiochom
tak. – David odwzajemnił
serdecznie uśmiech i
wsiadł do windy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz