Zostań na Dłużej!

Przeczytałeś? Zostaw po sobie ślad.
Kliknij "Lubię To!", albo napisz krótki komentarz "Fajne!", a może znalazłeś chochlika pisarskiego?
Daj o nim znać!

środa, 27 stycznia 2016

Opowiadanie: Pamiętnik Hegemona cz.1

Pamiętnik Hegemona albo Hedonisty



W związku z pełnioną funkcją Moderatorską, w grze Call of War i stworzeniu wraz z innymi Modami gazetki - tygodnika, zamieszczam również na blogu pierwszą część opowiadania Pamiętnik Hegemona albo Hedonisty, które jest pisane na podstawie prowadzonej rozgrywki. Następne części będą pojawiać się co tydzień.



Rok 1932 dzień...
      … dzień, nie pamiętam już który to był, chociaż objąłem stanowisko Hegemona dość niedawno. Tytuł Hegemona jest zresztą przedwczesny, bo jak można nim być, mając niemalże puste pola zamiast miast i dziury z kawałkami drogi? Nie mówiąc o wieśniakach stanowiących trzon armii. Ktokolwiek by w tamtym okresie zawołałby "Wiwat armia", kazałbym go rozstrzelać. Gdyby w kraju oczywiście znalazł się choć jeden pistolet.
     Nie brakowało za to pieniędzy i złota, które moi poprzednicy gromadzili niczym smok i równie sprawnie go chronili przed innymi. Dlatego po wejściu do obszernego biura pierwsze co kazałem, to sprzedać złote łyżeczki wraz ze złotymi klamkami. Nie bacząc na protesty doradców i polityków zacząłem budować pierwsze fabryki i infrastrukturę. Zaimportowałem zza granicy dodatkowe materiały i specjalistów.
     Zwołałem również pożal się Boże generałów. Co głupszych i tych z politycznego awansu wywaliłem na pysk. Reszta dostała za zadanie stworzyć podwaliny wojska. Nie żadnej tam milicji, tylko wojska. Pierwsze baraki powstały w Rzymie, w stolicy tego jakże pięknego kraju. Musiałem mieć wszystko na oku. Ci, którzy wydawali się reprezentować sobą jakikolwiek poziom wysłałem na front. Front, który miałem zamiar stworzyć, by Hegemonia miała rację bytu.
     Na początek potrzebowałem mnóstwa pieniędzy by ruszyć z resztą projektów, choćby dla stworzenia prototypu pojazdu opancerzonego, który miał być podstawą dla czołgów. Nieliczne wojska skierowałem na Szwajcarię, mały acz bogaty kraj. Równocześnie rozkazałem zająć pobliskie wyspy pod flagą Malty. Obydwie operacje poszły zaskakująco sprawnie, dając mi dodatkowe tereny, ludność i tak potrzebne wpływy pieniężne.
     Poszedłem za ciosem, nie zatrzymując wojska ruszyłem na Austrie i Jugosławie. W międzyczasie zawarłem sojusz z pobliskim państwem. Ze względów bezpieczeństwa narodowego nie mogę zdradzić kim jest ten sojusznik, ani kolejni, z którymi współpracuję. Mimo to, muszę zaznaczyć, że wspomógł moje działania na froncie z Jugosławią.
     W międzyczasie w Europie zaczęła rosnąć nowa potęga jaką była Rumunia. Był to jeden z tych krajów, któremu się poszczęściło dostając mądrego i równie sprawnego władcę co ja. Dlatego nie mogliśmy pozwolić z sąsiadem, by urósł jeszcze bardziej i wspólnie wkroczyliśmy do niego niszcząc tak naprawdę jedyne zagrożenie w Europę.
     Obejmując stanowisko zawarłem kilka paktów, między innymi z Niemcami i Polską. Mieliśmy żyć w pokoju, obok siebie. Ale czy jest to możliwe, gdy tak wiele odrębnych narodów istnieje blisko siebie? Z pomocą Francji, z którą zawarłem sojusz, postanowiliśmy zająć się przestrzenią życiową Niemiec. Muszę przyznać, że był to bardzo ryzykowny ruch, przez który mogłem stracić naprawdę wiele, jeśli nie wszystko.
     Między Niemcami i Polską istniał sojusz. Kto by pomyślał! Dwa, nienawidzące się od wieków narody, które w przyszłości miały stoczyć wyniszczającą wojnę, zawarły sojusz. Na dodatek Polska współpracowała z Ukrainą. Tak więc, moje wejście do Niemiec zaowocowało atakiem ze strony narodu Polskiego i Ukraińskiego. O ile byłem przygotowany na atak Polaków, tak wejście wojsk Ukrainy, był dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Stanowiło to dla mnie wielki problem i zagrożenie, gdyż wszystkie jednostki z wschodnich granic między innymi z Targu-Mures i Stanisławowa wycofałem do północnych regionów graniczących z Polską.
     Na szczęście szybkie porozumienie z Ukrainą i zapewnienie z mojej strony o zaprzestaniu ataku na Polskę zapewnił równie szybki pokój. Musiałem tylko poczekać, na przemieszczenie wojsk sojusznika na tyły Ukrainy i gdy tylko mogłem ponowiłem, a raczej kontynuowałem ostrzał Polski, gdyż nawet nie zaprzestałem najazdu wojsk. W ostateczności wojska Niemiec, Polski i Ukrainy zostały rozgromione, a ich tereny wchłonięte.
     Żebym nie zapomniał. W tym czasie dysponowałem już rozwiniętą armią, w której skład wchodziła dobrze rozbudowana piechota, kilka artylerii polowych, oraz czołgi lekkie. Muszę również powiedzieć, że inżynierowie postarali się tworząc, chyba pierwsze na świecie, bombowce
taktyczne, które wzbudzały postrach za każdym razem, gdy przelatywały nad obcymi wojskami.
     W tym momencie, jak donosił wywiad, zacząłem się zbliżać do tytułu Hegemona. Włochy były najbardziej zaawansowanym narodem na świecie, z największą armią i z najlepszą gospodarką, przewyższającą drugi co do wielkości produkcji kraj o dobre 20 tysięcy ton. Tak, zdecydowanie powiodłem kraj w dobrym kierunku.
     Znaleźliśmy się w połowie mojej historii, którą muszę spisać do czasów obecnych i kontynuować ją potem na bieżąco. Czy jest coś więcej w tym, że znaleźliśmy się w połowie drogi? Prócz tego, że w tak krótkim czasie osiągnąłem tak wiele?
     Wspomniałem wcześniej, że nie będę wymieniał moich sojuszników, a mimo wszystko zrobiłem to. Jest ku temu powód. Niestety Francja okazała się słabym sprzymierzeńcem. Jej wojska okazały się nieliczne. Podejrzewam, że byłbym w stanie je pokonać na samym początku mojego panowania, posiadając zaledwie kilka pułków piechoty i brygad pojazdów opancerzonych. Wiem od wiernych mi dyplomatów przebywających we Francji, że wynikła sytuacja była spowodowana ciężką chorobą władcy. Ze względu na zawarty sojusz, nie mogłem pozwolić by ten kraj po śmierci głowy państwa, która miała nastąpić szybko, pogrążył się w totalnym chaosie.
     Dla dobra naszych krajów wkroczyłem na przyjazne mi tereny i wcieliłem je w moje struktury. Nie było żadnego oporu. Rząd Francji z przywódcą na czele zaakceptowali mój ruch, bez strachu i bez protestów. Czy wchłonięcie sojusznika było złe? Złe byłoby pozwolenie, by wybuchła wojna domowa i zginęli niewinni cywile.
     Od tej chwili władałem całą Europą, od Portugalii i Hiszpanii, po Litwę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz