Krótkie spotkanie z prawem
Autobus przyjechał punktualnie. Patrzyłem jak Oliwia wysiada. Może wydawać się wam to dziwne, ale zdążyłem się za nią stęsknić. Niby to tylko dziesięć godzin, jednak brakowało mi jej obecności przy mnie, tego ożywczego charakteru i wesołości ducha, który budzi mnie dożycia, a serce zaczyna bić szybciej i mocniej. Przytuliłem ją.
- Hej kotku - Pocałowałem w te słodkie, pełne usta. - Chodź, czas do domu.
Wzięliśmy się za ręce i żeby skrócić sobie drogę poszliśmy za tył autobusu, by przejść przez drogę na druga stronę. Akurat odjeżdżał, zasłaniając cały przeciwny pas, tak że nie widziałem, czy coś jedzie. Miałem wrażenie, że zobaczyłem mignięcie białego światła. Zanim weszliśmy na drogę, zatrzymałem nas. W końcu nie chcę, by coś nas rozjechało jak bezpańskiego kota. Nie tylko my chcieliśmy pójść na skróty. Mężczyzna, lekko zawiany, który również wysiadł z autobusu przebiegł obok nas, na drugą stronę, tuż przed samochodem policyjnym, który się zatrzymał.
Szyba od strony kierowcy opadła. A mnie dopadł strach, jak lew dopada antylopę. Rozmył mi się wzrok, a jednocześnie widziałem jak przez tunel. A przez głowę przechodziła mi już linia obrony, że nie złamaliśmy przepisów, w końcu nie weszliśmy na drogę i tylko się rozglądamy. Za to przecież
nie mogą wystawić mandatu.
- Państwo pójdą na pasy – Ledwo dotarły do mnie te słowa, jakby były wypowiedziane z pięćdziesięciu metrów, a nie padły metr ode mnie.
Nie wiele myśląc, w ogóle nie myśląc obróciliśmy się i poszliśmy w stronę pasów, czując ogromną ulgę i śmiejąc się że nam darowano i nie zbiedniejemy o ponad sto złotych. Żelazna ręka sprawiedliwości nie chciała chyba wychodzić z samochodu, wypisać mandatu. Widzę też kątem oka, że mężczyzna, który przebiegł tuż przed policją, również został puszczony. Resztę drogi do domu wróciliśmy zgodnie z przepisami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz