Pamiętnik Hegemona albo Hedonisty
Dzień 22, rozpocząłem ofensywę przeciw Mauretani, leżącej w Afryce. Atak rozpoczął się z wielu kierunków. Dla orientacji dołączam mapkę sytuacyjną.
Władca zaskoczony takim atakiem, nie był w stanie go odeprzeć. Sudan Francuski, Górna Wolta, Nigeria również padły. Zatrzymałem się dopiero przy granicy Beczuany, która zajmowała całą południową część Afryki. Zacząłem zbierać wojska, by przeprowadzić również atak z wielu stron.
Utworzyłem nowy front, a raczej przedsięwziąłem odpowiednie kroki, na przyszłe walki w Ameryce. Jako jeden z przyczółków zająłem Islandie i Grenlandie, niemalże puste krainy, w których zamieszkały zadziwiająco wytrwałe ludy. Doskonale nadają się na komandosów. Wytrwali, wytrzymali, niepowstrzymani, odporni na nieprzyjazne warunki pogodowe.
Jednak prawdziwy przyczółek stworzyłem w Quebec, w północnej Ameryce. W trakcie zajmowania, dogadałem się z Illinois, co do pomocy mu z Saskatchewan i Wenezuealą. Niestety, nim zajął Quebec do końca i doszedłem do granic z nowym sojusznikiem, został zaatakowany przez powyżej wymienione państwa.
W uzgodnieniu z Illinois zająłem część jego ziem i posiadanych przez niego surowców. Nie musiałem długo czekać, nastepnego dnia Saskatchewan wprowadził wojska na moje tereny. Na nieszczęście dla niego, wszystkie jednostki zbombardowałem zanim dotarły do moich wojsk. To było jak strzelanie do kaczek. Chociaż kaczki to prawdziwe wyzwanie, one mogą przynajmniej odlecieć.
Dzień później tego samego spróbowała Wenezuela z tym samym skutkiem. W sumie stracili wielu żołnierzy. Zdobyłem kilka terenów i musiałem zatrzymać atak. Sasketch, wprowadził do walki własne bombowce, przez co musiałem wycofać swoje jednostki, gdyż brakowało im ochrony przeciw lotniczej. Na szczęście do Ameryki płynęły kolejne jednostki. Zarówno kilka samolotów jak i działa przeciw powietrzne, a także czołgi, piechota i artyleria.
Postanowiłem się zatrzymać z ekspansją w Afryce, poświęcając swoją uwagę Ameryce, która była podzielona pomiędzy Saskatchewan, Wenezuelą i Maranhao.
Przyznam się, że w tym momencie pominąłem kilka dni, przechodząc do czasu teraźniejszego - dzień około 35. Otóż, do tej pory szło wszystko gładko, tak gładko, że nie było o czym wspominać.
Saskatchewan z Wenezuelą po stracie wielu jednostek zaprzestały ataku. Myślałem, że to dobry znak. Planowałem szybki rajd wykańczając wpierw Saskatchewan. Okazało się, że była to cisza przed burzą.
W tym czasie dogadali się z Maranhao, który zdesantował się na wybrzeża Afryki. Stracił część jednostek gdyż wszędzie rozciągnąłem linie obronną w postaci łodzi podwodnych. Niestety, to nie wystarczyło. W tej chwili zajmują 2/5 mojej części Afryki. Jak dobrze, że powstrzymałem się z atakiem na Beczuan. Jednostki stojące przy granicy skierowałem do zajętych miejsc. Pech chciał, że któryś z żołnierzy spanikował. Strzelił, rozpętując wojnę z Beczuanem. Świetny materiał na film. Jak rozpętałem wojnę z Beczuanem.
W ten oto sposób przypadkowo otworzyłem nowy front, który musiałem opuścić. Niestety, Amerykański sojusz zadał mi na tyle duże straty, zajmując szyby naftowe i pola uprawne. Na szczęście w silosach, mam jeszcze sporo zapasów. Mimo to, po odbyciu terenów, minie wiele dni, zanim odbuduje uszkodzone struktury.
Z nieuwagi straciłem bombowce. Nie odleciałem nimi na czas. To zabolało. Na szczęście wspomogli mnie sojusznicy. Chwała im za to.
Nie mogę jednak dać im czas na odbudowę armii i kolejną ofensywę. Dlatego rozpocząłem kontratak w Ameryce. Afryka zostanie odbita. Jednostki z Beczuańskiego frontu zaczęły rozgramiać wrogą armię.
W ten sposób kończy się 37 dzień rozgrywki.
Zemsta będzie słodka. I krwawa. Bez litości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz